Miałem ogromną nadzieję na tegoroczną powtórkę z Hydrogen Challenge 2019, w którym brałem udział jako członek załogi Hydrogen Europe. Niestety, pandemia koronawirusa COVID-19 pokrzyżowała plany organizatorom. Na osłodę Toyota pokazała nam nową generację wodorowej Mirai. Co się zmieniło? Spróbuję znaleźć odpowiedź na to pytanie, a przy okazji podzielę się wrażeniami z prowadzenia pierwszej generacji podczas ubiegłorocznego Hydrogen Challenge.
1 600 km wodorową Toyotą Mirai
W dniach 16-17 maja 2019 roku odbyła się druga edycja 24 Hydrogen Challenge. To wyzwanie, podczas którego zawodnicy muszą w czasie 24 godzin pokonać maksymalnie dużą liczbę kilometrów samochodami napędzanymi wodorem. Punktowana była także liczba tankowań oraz wizyta w specjalnych, premiowanych miejscach.
Byłem członkiem zespołu organizacji Hydrogen Europe, który miał do dyspozycji Toyotę Mirai pierwszej generacji. Mimo, że Toyota Mirai posiadała zasięg 350 km (nowe modele Hyundai Nexo, które pojawiły się na Challenge, dysponują zasięgiem aż 700 km), to naszemu zespołowi udało się pokonać trasę 1 600 km od Holandii (Rotterdam), po centralne Niemcy (Kassel, Frankfurt nad Menem) i Belgię (Bruksela). Odwiedziliśmy kilkanaście stacji należących do różnych sieci dystrybucyjnych.
Duża sieć stacji tankowania, jaka jest obecnie do dyspozycji konsumentów w rejonie Niemiec, oraz krajów Beneluksu robi wrażenie. W niektórych miastach mamy dostępne nawet cztery stacje tankowania wodoru. Samo tankowanie natomiast przypomina tankowanie LPG i zajmuje nie więcej niż 5 minut.
Poniżej pierwsza generacja Toyoty Mirach podczas Hydrogen Challenge 2019.
Toyota Mirai – połączenie elektryka z szybkim tankowaniem
Samej Toyocie pierwszej generacji nie można wiele zarzucić. Jest to auto świetnie skonstruowane i wyposażone. Taki elektryk na bazie Lexusa. Bo w istocie auta na ogniwa paliwowe to samochody, które czerpią napęd z silników elektrycznych. Generatorem energii elektrycznej są natomiast ogniwa paliwowe, w których zachodzą procesy odwrotne do elektrolizy. Na bazie wodoru (ze zbiorników) oraz tlenu (z atmosfery) dochodzi do reakcji, w wyniku której uzyskujemy energię elektryczną i wodę (produkt uboczny). To tak w skrócie.
Jako że to auto napędzane energią elektryczną, to posiada wszelkie zalety elektryka – szybkie przyspieszenie, cicha praca. Do tego luksus wyposażenia. A samo tankowanie, w przeciwieństwie do aut elektrycznych, bardzo szybkie. Tak jak wspomniałem wyżej, mocno przypominające tankowanie LPG.
Największą wadą pierwszej generacji była z pewnością stylistyka. Auto zdecydowanie wyróżniało się na drodze, ale raczej nie budziło powszechnego zachwytu. No i zasięg 350 km nie powalał – w szczególności w zestawieniu z pojawiającą się konkurencją.
Co się zatem zmieniło? Przyjrzyjmy się nowej Toyocie Mirai.
Wygląd na plus
Na pierwszy rzut oka – wygląd. Samochód zyskał nową, bardziej zrównoważoną sylwetkę. Dają się zauważyć nawiązania do najwyższych modeli Toyoty oraz Lexusa. Bryła jest pozbawiona charakterystycznych wcięć, ale nadal bardzo dynamiczna. Tył w stylu coupe budzi lekkie skojarzenia z Audi A7. We wnętrzu wysokiej jakości materiały i duże monitory. Te ostatnie pełnią rolę praktyczną. Wskazują parametry pracy ogniw paliwowych oraz stan ładowania baterii, w które także samochód jest wyposażony.
Optymalizacja technologii wodorowej
Jednak najważniejsze zmiany zaszły “pod maską”. Nowy Mirai to bowiem nowa technologia ogniw paliwowych, która pozwoliła na zwiększenie zasięgu do 650 km. Zbiorniki ułożone w literę T mieszczą obecnie 5,6 kg wodoru, czyli o 1 kg więcej niż w modelu pierwszej generacji. Lepsze rozłożenie komponentów oraz bardziej atrakcyjne proporcje poprawiły nie tylko walory wizualne, ale też podniosły jakość prowadzenia.
Zestaw ogniw paliwowych jest mniejszy i użyto w nim mniej ogniw (330 zamiast 370), przy jednoczesnym wzroście mocy z 114 kW do 128 kW. Było to możliwe dzięki większej gęstości mocy, która wzrosła z 3,1 kW/l do 5,4 kW/l (z wyjątkiem krańcowych ogniw). Innowacje i udoskonalenia komponentów układu napędowego zaowocowały redukcją jego masy o 50% przy zwiększeniu mocy o 12%.
Nowy Mirai jest wyposażony w wysokonapięciowy akumulator litowo-jonowy, który zastąpił baterię niklowo-wodorkową. Nowa bateria jest mniejsza, bardziej energooszczędna i wydajna oraz bardziej ekologiczna. Zawiera 84 ogniwa, a jej napięcie znamionowe wzrosło do 310,8 V z 244,8 V. Pojemność wynosi 4,0 Ah (wobec 6,5 Ah pierwszej generacji). Mniejsze wymiary baterii pozwoliły przenieść ją za oparcie tylnej kanapy, gdzie nie ogranicza miejsca w kabinie ani w bagażniku.
Bez wątpienia nowa Toyota Mirai to znaczący krok naprzód w rozwoju technologii wodorowej w obszarze motoryzacji. Mnie się marzy, byśmy mogli korzystać z niej także w Polsce. Niestety, brak stacji paliw skutecznie to uniemożliwiają. Jednak Toyota z pewnością znajdzie nabywców na nowe auto – głównie w Kalifornii i Europie Zachodniej.
Walerian Majewski
Zdjęcia: Walerian Majewski oraz Toyota



0 Comments